Tapicerka to temat, który często bagatelizujemy, a potem płaczemy nad plamami po kawie. Jeśli masz dzieci lub zwierzęta, tapicerka welurowa może być twoim sprzymierzeńcem, pod warunkiem że to welur o krótkim włosiu i z impregnacją. W mojej obecnej kanapie welur ma właściwości hydrofobowe - rozlana woda zbiera się w krople i wystarczy ją przetrzeć ręcznikiem papierowym, żeby nie zostało śladu. Podobnie z sierścią kota - nie wbija się we włókna, tylko zbiera na wierzchu i łatwo ją odkurzyć. Unikaj za to jasnych, matowych tkanin, które wyglądają pięknie na wystawie, ale po tygodniu użytkowania będą wyglądać jak po bitwie.
Nie mogę też nie wspomnieć o wyglądzie. Tapczan jednoosobowy w wersji z tapicerką welurową to zupełnie inny poziom estetyki. Początkowo bałam się, że welur będzie trudny w czyszczeniu i szybko się wytrze, ale nowoczesne tkaniny są odporne na ścieranie i zmywanie. Mój tapczan ma kolor granatowy, który ożywia cały pokój, a welur jest przyjemny w dotyku i nie elektryzuje się tak jak poliester. Gdy siadamy na nim wieczorem z herbatą, czuć ten miękki, ciepły materiał. Nawet kot polubił na nim drzemać, a to znaczy, że tapicerka jest wygodna. Po dwóch latach intensywnego użytkowania nie ma żadnych przetarć ani zmechaceń.

Kiedy wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania na Mokotowie, miało dokładnie 32 metry kwadratowe. Salon musiał pełnić funkcję sypialni, jadalni i strefy relaksu, a jedynym meblem, który mógł to ogarnąć, była kanapa z funkcją spania. I choć początkowo traktowałam ją jako zło konieczne, po latach testowania różnych modeli wiem, że dobrze dobrana potrafi zmienić codzienne funkcjonowanie w małym mieszkaniu. Problem w tym, że na rynku jest tyle opcji, że łatwo się pogubić. Dlatego zamiast ogólników o wygodzie, opowiem o konkretach.
Kiedy wchodziłam do swojego pierwszego mieszkania o powierzchni trzydziestu dwóch metrów, wiedziałam jedno – łóżko musi być jednocześnie kanapą. Przez trzy lata testowałam różne rozwiązania i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że tapczan to mebel, który albo urządza ci życie, albo staje się wiecznym źródłem frustracji. Klucz tkwi w szczegółach, które na pierwszy rzut oka wydają się błahe. Na przykład wysokość siedziska – jeśli masz niski tapczan, wstawanie z niego po całym dniu pracy przy biurku będzie męczarnią. Z kolei zbyt wysoki model sprawi, że goście poczują się jak na krześle w poczekalni. Dlatego zawsze mierzę odległość od podłogi do górnej krawędzi siedziska – optymalnie jest między czterdziestoma pięcioma a pięćdziesięcioma centymetrami. I pamiętaj, że tapczan w salonie pełni funkcję reprezentacyjną, więc jego wymiary muszą pasować do proporcji pokoju.
Zacznijmy od tego, co najważniejsze - mechanizmu rozkładania. Wiele osób myśli, że kanapa z funkcją spania to zawsze to samo, a tymczasem różnica między systemem wysuwanym a rozkładanym do przodu jest kolosalna. W moim poprzednim mieszkaniu miałam model z mechanizmem DL, który rozkładał się jak łóżko - siedzisko wysuwało się do przodu, a oparcie opadało płasko. Sprawdził się świetnie, bo nie wymagał odsuwania mebla od ściany, co w przypadku kanapy stojącej przy kaloryferze było zbawienne. Pamiętaj tylko, żeby przy zakupie zmierzyć wolną przestrzeń przed meblem - niektóre mechanizmy potrzebują nawet 30 centymetrów zapasu.
Tapicerka to nie tylko kwestia wyglądu, ale przede wszystkim trwałości. Mój pierwszy tapczan miał obicie z tkaniny welurowej, która po roku wyglądała jak po przejściu huraganu – mechaciła się przy codziennym siadaniu. Teraz wiem, że tapicerka welurowa wymaga regularnego czyszczenia miękką szczotką i unikania kontaktu z kawą czy czerwonym winem. Zdecydowanie lepiej sprawdza się gładka tkanina o splocie diagonalnym, na przykład poliester z domieszką bawełny – jest łatwiejsza w utrzymaniu i nie łapie kurzu. Jeśli masz zwierzęta, unikaj weluru, bo sierść wbija się we włókna. Ciekawą opcją jest skóra ekologiczna, ale zimą bywa chłodna w dotyku, a latem przykleja się do gołych nóg. Zawsze proszę w sklepie o próbnik materiału i przykładam go do podłogi w swoim salonie, żeby zobaczyć, jak wygląda przy naturalnym świetle o różnych porach dnia.
Największym problemem, z którym się zmierzyłam, był brak miejsca na pościel. Standardowa kanapa z funkcją spania często ma wąski schowek, do którego ledwo wciśniesz jedną poduszkę. Dlatego postawiłam na tapczan z pojemnikiem na pościel, ale nie takim byle jakim – sprawdziłam, czy skrzynia jest wyłożona filcem i czy ma solidne zawiasy. W praktyce okazało się, że najwygodniejszy jest mechanizm unoszenia siedziska do góry, który odsłania całą przestrzeń pod spodem. Wtedy mogę wrzucić nie tylko kołdrę z poduszkami, ale także zapasowe koce i letnie ubrania. Uważaj tylko na modele z cienką sklejką – po roku użytkowania zaczyna się uginać. Lepiej dopłacić do konstrukcji z płyty meblowej o grubości przynajmniej szesnastu milimetrów. I sprawdź, czy pojemnik ma wentylację, bo wilgoć z materaca może zniszczyć przechowywane rzeczy.