
Ostatnia rada
dotyczy dopasowania do stylu życia. Jeśli często masz gości na noc, zainwestuj w wersalkę
z regulowanym zagłówkiem – to tania alternatywa dla łóżka. Ja używam takiego modelu od dwóch lat i nikt nie
narzeka na brak wygody. Wersalka z pojemnikiem na pościel dodatkowo oszczędza miejsce w szafie, co w kawalerce jest na wagę złota. Pamiętaj tylko, żeby przed zakupem zmierzyć, czy po rozłożeniu nie blokuje drzwi balkonowych ani szafy. Lepiej poświęcić godzinę na planowanie niż potem żałować przez lata.
Kiedy już zdecydujesz się na konkretny model, zwróć uwagę na nogi. Brzmi banalnie, ale wysokość nóg ma wpływ na łatwość sprzątania pod meblem. Niskie, prawie przylegające do podłogi wersalki zbierają kurz i okruchy, a odkurzacz nie wciśnie się pod nie bez specjalnej końcówki. Wybieraj modele na nóżkach o wysokości co najmniej 10-12 centymetrów, żeby robot sprzątający mógł swobodnie przejechać. To detal, który docenisz po miesiącu użytkowania.
Mechanizm DL to skrót, który często pojawia się w opisach tapczanów z pojemnikiem. Oznacza system podnoszenia całego stelaża za pomocą sprężyn lub amortyzatorów. W praktyce sprawdza się świetnie – wystarczy pociągnąć za uchwyt, a materac unosi się płynnie, odsłaniając głęboki schowek. Uważajcie tylko na modele z mechanizmem bez amortyzatorów – przy ciężkim materacu podnoszenie może być męczące. U mojej siostry tapczan miał prosty mechanizm na sprężynach i po roku przestał działać równo. Lepiej dołożyć 200 złotych i wybrać wersję z amortyzatorami gazowymi.
Zacznijmy od tego, co najważniejsze, czyli od spania. Wiele tanich modeli kusi niską ceną, ale po kilku nocach na cienkim materacu piankowym, który zapada się w połowie, szybko przekonujesz się, że oszczędność nie popłaca. Szukaj konstrukcji z solidnym stelazem listwowym, który zapewnia odpowiednie podparcie dla kręgosłupa. Listwy powinny być elastyczne i gęsto rozmieszczone, a nie rzadkie i sztywne jak deska. Do tego dochodzi materac piankowy o grubości co najmniej 16 centymetrów, najlepiej z warstwą termoelastycznej pianki, która dopasowuje się do kształtów ciała. To robi różnicę między porankiem z bólem pleców a wypoczęciem po ośmiu godzinach snu.
Z biegiem lat przekonałam się, że tapczan to inwestycja na lata. Wybierając go, patrzę na stelaz listwowy, grubość pianki i solidność mechanizmu. Nie daję się nabrać na promocyjne ceny w hipermarketach, bo tam często sprzedają
meble, które po roku się rozpadają. W moim mieszkaniu tapczan z materacem 16 cm i mechanizmem DL służy już trzeci rok bez żadnych usterek. Gdyby nie to, że zmieniam kolorystykę wnętrza, nie wymieniałabym go jeszcze przez kilka lat.
Sypialnia w bloku z wielkiej płyty często ma wymiary 2 na 3 metry. Tapczan w takim pomieszczeniu musi pełnić kilka funkcji. U mnie sprawdza się jako kanapa z funkcją spania dla gości, ale też jako miejsce do siedzenia w ciągu dnia. Kupiłam model z tapicerką welurową w odcieniu butelkowej zieleni. Welur jest praktyczny, bo nie widać na nim od razu kurzu, a do tego jest przyjemny w dotyku. Gdy przyjeżdżają znajomi, po prostu zrzucam poduszki dekoracyjne i w minutę mam gotowe łóżko z pojemnikiem na pościel, gdzie trzymam koce i zapasowe prześcieradła.
Zwróćcie też uwagę na tapicerkę. Wybrałam tapicerkę welurową w odcieniu
granatu i muszę przyznać, że jest niezwykle przyjemna w dotyku, a przy tym łatwa do czyszczenia. Wystarczy od czasu do czasu przeciągnąć odkurzaczem z miękką szczotką, a welur odzyskuje swój wygląd. Kiedyś bałam się, że taka tkanina będzie się mechacić, ale po roku użytkowania nie widzę żadnych śladów zużycia. Ważne jest też, żeby tapicerka była zdejmowana – w moim modelu pokrowiec na siedzisko można zdjąć i wyprać w pralce. To szczególnie przydatne, gdy zdarzy się rozlanie kawy czy wina. W przeciwieństwie do kanap z funkcją spania, gdzie często cała konstrukcja jest tapicerowana na stałe, tapczan z pojemnikiem daje więcej elastyczności w utrzymaniu czystości.
Kupno mebla do spania w bloku z lat 70. to zawsze kompromis. Pamiętam, jak szukałam czegoś do kawalerki,
gdzie każdy centymetr był na wagę złota. Tapczan wydawał się oczywistym wyborem, ale pierwszy, który przywiozłam z marketu, miał cienki materac piankowy na sklejce. Po trzech miesiącach budziłam się z bólem pleców, a goście, którzy nocowali na nim w salonie, narzekali, że czują każdą sprężynę. Zrozumiałam wtedy, że nie wystarczy ładny wygląd. Trzeba patrzeć na konstrukcję, bo to ona decyduje o tym, czy mebel sprawdzi się na co dzień, czy tylko od święta.
Kolejna sprawa to mechanizm rozkładania. W moim pierwszym tapczanie wszystko działało na prostych zawiasach, ale szybko się rozregulowały. Potem trafiłam na mechanizm DL, który jest zdecydowanie bardziej wytrzymały. Nie zacina się, a materac składa się płynnie, bez szarpania. Dla kogoś, kto codziennie rozkłada i składa łóżko, to kluczowe. Testowałam kilka modeli w sklepach i ten z mechanizmem DL wytrzymał setki prób w salonie, zanim trafił do mojego domu. Ważne, żeby sprawdzić, czy po złożeniu przestrzeń pod spodem jest pusta, bo wtedy łatwo przechować pościel.